Woda pitna

 Najgorzej było na zwykłych barkach beznapędowych z wodą, trzymaną w takich dębowych beczkach. Miały one pojemność mniej więcej 50-60 litrów. Nabierano pitnej wody na śluzach. Ale potem od Wrocławia aż do Szczecina przez 7 dni musiało starczyć to co zostało nabrane, bo na tym odcinku już śluz nie było. Więc później nawet czasem na kawę gotowałem wodę z Odry. Niekiedy w Kostrzynie staliśmy zwykła barką przez dwa tygodnie a wody też nie było skąd brać. I jakoś musieliśmy sobie radzić.


Kpt. Bruno Nowak- Krapkowice


Niektórzy mieli większe beczki, trzymane na pokładzie większe ok. 100 litrowe. Ale to się nie sprawdzało, bo były na pokładzie, czyli w lecie na słońc u i ta woda się dość szybko się psuła. Na środkowej Odrze jedynie w Nowej Soi i Cigacicach mogły nieco uzupełnić wody na stacjach bunkrowych Oczywiście tylko do picia. Pamiętam jak mój wujek mój kluski płukał w wodzie z Odry i jedliśmy nikomu nic nie było. Wtedy były takie przepisy, że woda w zbiorniku może być maksymalnie przez 48h, ale to była oczywista fikcja, bo niby skąd ta wodę mieliśmy nabrać. Więc żeby ta woda się aż tak nie psuła to zbiorniki były wykładane woda szklaną. Więc ta woda w lecie i tak była gorąca, a na zbiorniku można było jajko usmażyć.


Mechanik Krystian Klemens- Krapkowice

Ryby

W czasach mojego dzieciństwa na barce w latach ‘50 w rzece było sporo ryb. Więc odżywialiśmy się nie nagorzej. Ryby łowiono za pomocą „suwaty”. Miała kształt trójkątny i była zbudowana ze zwisającej siatki (tworzącej coś w rodzaju małej matni), umocowanej na krzyżujących się drążkach, które w miejscu skrzyżowania połączone były śrubą ktoś musiał dobrze pływać łódką- śróbkować, a drugi na dziobie obsługiwał tą suwatę. Wolno bezszelestnie podpływało się pod główkami na rzece i łapało się rybę. Robiło się to zawsze wieczorem. Pływaliśmy całą rodziną- ja, mama, tata, brat Leszek i siostra Iwona. Więc ja do dziś pamiętam te talerze pełne ryb, smażone płotki. W pokoju była lampa naftowa, w kuchni piec. A popiół z tych pieców też szedł za burtę.

Kpt Zbyszek Mańkowski

Siedziało się na barce, ojciec złowił, dzieci skrobały a mama smażyła. I to było najświeższe jedzenie, bezpośrednio z wody wyciągnięta. I kiedy zeszłam już na ląd i poszłam do centrali rybnej i kupiłam, to się zastanawiałam, co to są za dziwne ryby? Bo one śmierdzą po prostu. Nie są świeże. Bo wtedy rzeki były jeszcze czyste. Oczywiście później już było gorzej, ścieki zaczęto wypuszczać do Brdy. Kiedyś z Odry zjeść ryby nie można było zjeść. Najgorzej truły zakłady Rokita w brzegu dolnym i one śmierdziały fenolem. Ale z Wisły już tak- woda była miękka. Do prania brano wodę z Wisły. Suszono pranie na ferdekach. I czasem wiatr porwał ubrania.


Hidegarda Skonieczna, zd. Rychlicka ,Bydgoszcz

Zakupy u gospodaży 

Na śluzach można było kupić świeże jajka, czasem mleko, pobiec bezpośrednio od gospodarza. I na górnej Noteci tam było wąsko, można było wyskoczyć, kupić coś we wsi, nawet grzybów nazbierać. Bo barka wolno płynęła samo spławem. Na barce zawsze była szalupa ratunkowa, czy kajak i do wioski można było podpłynąć po mleko wieczorem.

Ryszard Jabłoński, Bydgoszcz

Łowienie ryb

Pewnego razu na postoju w rejonie Głogowa załoga „Dolnego Śląska” zastawiła sieci na ryby. Oczywioecie jest to czyn nielegalny. Podczas wyciągania sieci z zasadzki wyskoczyli strażnicy ochrony rybołówstwa PZW. Wszystkim uczestnikom połowu udało się zbiec, ale powolny Stasio został schwytany. Ponieważ połów był obfity, sprawę rozpatrywał sąd. Stanisław OEcigała wszedł na salę rozpraw, zajął miejsce na ławie oskarżonych i spokojnie zapalił papierosa. Natychmiast sędzia nałożył nań karę pieniężną w wysokooeci 500 zł i zapytał na co przeznacza tę kwotę.
– Na wykonanie tabliczek z napisem „PALENIE WZBRONIONE” i zawieszenie na tej sali. –
odpowiedział spokojnie Stasio.
Kiedy toczyła się rozprawa na zapytanie sędziego co ma na swoja obronę, Stasio swoim zaoepiewem zapytał:
– Proszę Wysokiego Sądu, jeżeli na moim podwórku pasą się kury, to czy ja mogę taką kurę
złapać i zjeoeć?
Sędzia potwierdził, że tak.
– No to proszę Wysokiego Sądu Odra to jest moje podwórko, na którym stoi mój statek. A na tym podwórku ryby, to są jak moje kury. Wyrok był bardzo łagodny i na dodatek w zawieszeniu. Sędzia, ubawiony całym przebiegiem rozprawy, anulował nawet karę pieniężną, nałożoną za palenie papierosa na sali rozpraw.

Tekst. Marian Kosicki- wspomnienia o Stanisławie Ścigała

 

Do góry